Konstruowanie rzeczywistości w…

Konstruowanie rzeczywistości w „zapiskach ze złego roku”, J.M. Coetzeego

 

Konstruowanie rzeczywistości

Konstruowanie rzeczywistości – Rzeczywistość, czym jest tak naprawdę, czy można ją konstruować? Czy jest tylko, wszystkim co istnieje? Czy może wykracza poza te ramy w sferę idei, pewnej fikcji? John Maxwell Coetzee urodzony w 1940 roku południowoafrykański pisarz próbuje podjąć dzieło skonstruowania rzeczywistości, czyni to w swojej powieści „zapiski ze złego roku”. Mieszkający obecnie w Australii autor wprowadza nas w pozornie mały świat trojga ludzi, wszystko, bowiem rozgrywa się w zasadzie w jednym miejscu, w jednym czasie – hotelu podzielonym jedynie na dwa apartamenty.

Rzeczywistość, z jaką przychodzi nam się zmierzyć nie jest standardowa, ale czy można mówić w ogóle o jakimś standardzie w tej kwestii? Na myśl przychodzi nam starożytne pojęcie „mimesis” wyrażone w Poetyce Arystotelesa, greckie naśladowanie, pewien substytut realności. Ale naśladowanie, czego tak naprawdę? Czy może samej rzeczywistości; czy może wyobrażenia o niej?

Rzeczywistość kreowana

Rzeczywistość kreowana – W pierwszej kolejności poznajemy starego pisarza, niezdolnego już praktycznie do niczego pana, którego jedynym pragnieniem jest stać się zauważonym przez piękną sąsiadkę z najwyższego piętra hotelu. Ale człowiek nie jest do końca przewidywalny, zarówno jako jednostka, jak i całość – społeczeństwo. Mówił już o tym Karl Popper wskazując, że nie da się przewidzieć przyszłej wiedzy przyszłych pokoleń. Tak samo my – czytelnicy możemy spodziewać się, że po tym jak główny bohater zostanie zauważony będzie mógł odejść w pokoju, zająć się swoimi sprawami. Jak sam przecież podkreśla, gdyby teraz zszedł z właściwych torów nie zdążyłby na nie już powrócić. A jednak po raz kolejny zachowuje się inaczej jak sam początkowo założył, wyczekuje odpowiedniego momentu, szuka sposobności, dąży do okazji, aby tylko pochwycić „anioła czystości” w obcisłych białych spodniach.

Czy dziwić może, zatem fakt, że po raz kolejny mu się udaje? Nie, nie do końca, tego przecież właśnie chciał, zaczepić, niby przypadkiem nawiązać rozmowę, dowiedzieć się prędko jak najwięcej tylko po to, aby móc to już za chwilę wykorzystać. Kierując się ogólnie pojętą prawdą, że kobiety dążą do pracy niewymagającej, a przynoszącej duże gratyfikacje składa „swojej muzie” propozycję nie do odrzucenia. Czy mogła mu odmówić? Mogła, więc dlaczego tego nie uczyniła? To proste – bo założył, że ona mu odmówi. Postanowił, więc zagrać „Vabank”, proponuje jej stawkę trzykrotnie wyższą jak normalna – przyjęta zwyczajowo, zapewnia dodatkowo o dużej kompetencji jej osoby, osoby której przecież zupełnie nie zna.

Nie zna jej ani trochę, nie wie nawet, kim jest. Jego jedyna wiedza opiera się na doświadczeniu jej wyglądu, to z zupełności mu wystarcza, a jednocześnie przyciąga jak magnes. Zapytać można, ale dlaczego? Jaki cel ma dla „starego pryka” przyglądanie się młodej dziewczynie, kiedy sam dobrze wie, że dawny ogień już w nim wygasł? Czy seksualność jest prawidłową odpowiedzią na to pytanie? I znów nie, nie do końca, jest za stary, sam o tym dobrze wie i mimo tego, że dziewczyna mu się podoba to jemu samemu z trudem przychodzi wyobrażenie o nim i o niej wspólnie w łóżku. A jednak to seksualność jest czynnikiem nieustannie obecnym w fabule posuwającym ją naprzód.

Rzeczywistość pół-rzeczywista

Rzeczywistość pół-rzeczywista – Poznajemy wreszcie i ją, Anya, filipinka jak sama o sobie mówi, choć nie jest nią, ma różne korzenie, różna krew krąży w jej żyłach. Poznajemy ją w sposób najbardziej ludzki, a najmniej metafizyczny. Ona jest głosem autentycznego człowieka, nieco wulgarnego – świadomego swojej seksualności. Człowieka świadomego jak tą seksualność wykorzystać. Ale czy to jest najważniejsze? Poznajemy wszakże ją nie tylko jako doskonale wyglądającą kobietę, ale także jako osobę mającą swoje poglądy, swoje przemyślenia, swoją osobowość.

Poznajemy wreszcie wyprany z uczuć, miejscami przesadnie wulgarny i chamski, głos rozsądku i matematycznych wyliczeń – Alana. Człowieka, dla którego wszystko musi się zgadzać jak w owym równaniu i choć czasem różne drogi prowadzą do uzyskania jednego wyniku, wynik jednak zawsze musi pozostać stały, niezmienny. Tak, w jego mniemaniu nie ma innej opcji, jak tylko „opcja słuszna” – jedyny wynik, jaki można uzyskać na podstawie pracy, przemyśleń nad daną ideą.

Rzeczywistość, w której żyją nasi bohaterowie jest nudna, „codzienna” zupełnie nieciekawa i mało poruszająca. Brak w niej wielkich widowiskowych walk, mrożących krew w żyłach przygód, oszałamiających, nadprzyrodzonych zdarzeń. Zamiast tego mamy starego pisarza, który u schyłku swoich lat otrzymał zlecenie na spisanie swoich poglądów – napisanie książki traktującej o współczesnym świecie, o świecie niesprawiedliwości i wszechobecnego wyzysku. Z drugiej strony mamy „małą filipinkę” maszynistkę, która skuszona wizją łatwo zarobionych dużych pieniędzy zmaga się z koślawym pismem starca, któremu dłonie zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Nieco dalej mamy jej męża, chłopaka, partnera – Alana funkcjonującego na zasadzie lustra – odbicia poglądów pisarza, wdeptania ich w zimną ziemię ogólnie przyjętych poglądów i twierdzeń.

Tak zaczynają się dni, tak trwają, tak się kończą, on pisze, ona przepisuje, on krytykuje, wszystko oparte jest na wysublimowanym poczuciu podziwu, którym Anya darzy Alana. Podziwia go za kilka rzeczy, za to, że mimo tego, iż wychował się w domu dziecka udało mu się wybić, podziwia go za jego wiedzę, za to jak dużo czyta, jak dużo się uczy, podziwia go za to, że pracuje jako doradca finansowy i całkiem nieźle zarabia, jej podziw wydaje się być niemal bezkrytyczny, niemal i do czasu… Do czasu, kiedy bohaterka odkrywa, że ona także ma prawo do swoich poglądów i spostrzeżeń, że mimo tego, iż jest tylko maszynistką może powiedzieć nawet staremu doświadczonemu pisarzowi, że nie zgadza się z jego punktem widzenia. Do tego momentu jednak głos Alana jest głosem Anyi, jego poglądy są jej poglądami – udany związek, nie kłócą się, czasem tylko spierają i to o błahe rzeczy. Namiętni kochankowie, niepoprawni optymiści chciałoby się rzec „jestem twoja, a ty mój” i znów „zawsze jestem po twojej stronie” taka zgodność, niesamowite doświadczenie, jednak po raz kolejny do czasu. Alan dla niej skończył inny związek – tam miał rodzinę – tutaj ma kochankę, z którą przychodzi mu bić kolejne rekordy seksualne w czasie słonecznego popołudnia.

Jako opozycja do nich widzimy pisarza – seniora C, on z kolei nie ma nikogo, jest sam, czasem pogada sobie do ptaków i to tyle, jeżeli chodzi o jego kontakty i interakcje społeczne. Cały jego świat zaczyna się i kończy w jego mieszkaniu, z którego nie wychodzi już do zakończenia powieści. Ale przecież to zrozumiałe – dostał terminy, musi napisać na czas, książka z jego poglądami ukaże się w języku niemieckim, a więc trzeba jeszcze zarezerwować czas dla tłumacza, trzeba się śpieszyć i spisywać poglądy tak szybko, jak to możliwe, tak aby ona mogła je przepisać. Tak samotny senior C zapomina na chwilę o swojej samotności, znów jest potrzebny, znów na niego czekają, nie chce, nie może zawieść, ale przede wszystkim jest z nią, może na nią popatrzeć, poprzyglądać się, pomarzyć.

Wydawałoby się, że pisanie o swoich poglądach to jego spełnienie marzeń, może krytykować do woli i jeszcze mu za to zapłacą. Odrzuca wszelkie propozycje napisania powieści, na to wszakże trzeba mieć czas i wenę. Na poglądy nie ma weny, poglądy są, bądź ich nie ma. A jednak czytelnik odnosi wrażenie, że w świecie starca można osiągnąć więcej, jest przecież milionerem, on sam być może chce osiągnąć więcej, ale nie może? Raczej nie chce. Powieść wydawałaby się kompletnie nudna i nieudana, gdyby traktowała jedynie o ciągłym pisaniu, bezkrytycznym przepisywaniu oraz nieustannym krytykowaniu. Ale przecież nudna nie jest, ma w sobie coś, co czyni z niej rzecz zupełnie niespotykaną, autoteliczną. Nie chodzi tylko o wewnętrzne przeżycia natury psychoseksualnej bohaterów, ale raczej o charakter kreowanej rzeczywistości. Rzeczywistości w liczbie mnogiej! Tak to jest to, co stanowi o innowacyjności tej powieści.

Rzeczywistość subiektywna

Rzeczywistość subiektywna – Z zasady logicznego rozumowania rzeczywistość jest jedna i tak faktycznie jest, z zasady. W tym przypadku jednak mamy do czynienia z czymś zupełnie innym z rzeczywistościami zazębiającymi się, nakładającymi się na siebie, dającymi określony wynik, wynik nie jak w równaniu, nie jest to bowiem matematyka, tutaj jeden plus jeden równa się trzy.

Trzy rożne rzeczywistości. Rzeczywistość metafizycznych przeżyć i doświadczeń zamkniętych w starczym umyśle sławnego pisarza. Rzeczywistość kochanków Alana i Anyi i ich sporu, zetknięcia poglądów osoby, która chce mieć swoje poglądy z człowiekiem, który akceptuje tylko jedne poglądy – swoje. Na koniec mamy wynik obu rzeczywistości trzecią rzeczywistość, tą usytuowaną w książce najwyżej. Tamta rzeczywistość uzurpuje sobie prawo do bycia naukową, podczas gdy pozostałe wszelkiej naukowości zostają pozbawione, nie ważne jak bardzo naukowo brzmią.

Wtrącony tu i ówdzie cytat, przypis daje nam znak, aby nie igrać z górną częścią tekstu, wyłączając krótki epizod drugiej części. Tu nie ma miejsca na rozważania polegające na wczuwaniu się w przeżycia bohaterów, którzy tam przecież także występują są tylko jakby bardziej odlegli. Zamieszczone są tam fakty, a może tylko ich substytut? I tak przychodzi nam poznać terrorystów, profesorów uczelni, artystów, siedmiu samurajów, prezydentów i polityków. Ale poznajemy także bohaterów bezosobowych – muzykę, skruchę, prawdopodobieństwo, współczucie – zupełnie niepostrzeżenie zaczyna nam się mieszać świat realny ten „rzeczywisty” ze światem idei tym „mniej rzeczywistym”, ale czy mniej rzeczywistym obiektywnie, czy jednak subiektywnie w postrzeganiu indywidualnym? To pytanie pozostaje bez odpowiedzi. W istocie bowiem część ta stanowi składową, wynik rzeczywistości usytuowanych graficznie niżej w książce. Ta część jest poglądami, nad którymi pracuje pisarz a które przepisuje dla niego Anya.

Rzeczywistość wy-kreowana

Rzeczywistość wy-kreowana – Na koniec – rzeczywistość mało rzeczywista. Historia nieszczęśliwej „miłości”, platonicznej fascynacji, której w pełnym rozkwitnięciu wydaje się, że przeszkodził tylko wiek, a raczej jego różnica. Ciche zupełnie niedostrzegalne wołanie o pomoc seniora C, „bądź ze mną” i cicha zupełnie niesłyszalna odpowiedź młodej Anyi, „jeżeli mu się coś stanie proszę mnie powiadomić”. Może to tylko współczucie? Może tylko potrzeba sumienia? A może pragnienie bycia z kimś, kto pierwszy raz w jej życiu, ją naprawdę szanował? Ktoś, komu nie musiałby mówić ciągle „jestem twoja”, „należę do ciebie”, ktoś, kto nie chwaliłby się nią przed kolegami – jak jakąś rzeczą.

Trzy rożne rzeczywistości, jedna historia. Czy zatem rzeczywistość jest tylko tym, co istnieje? Czy fikcja może być rzeczywista, czy „mimesis” można zaliczyć do rzeczywistości i wreszcie, jeżeli tak, to czy bardziej rzeczywisty jest tekst naukowy czy literacki? Coetzee zadał nam mimochodem te pytania, pisząc tą książkę.  Odpowiadając – rzeczywistość jest jedna, ale nie zamyka się tylko w sztywnych ramach doświadczenia empirycznego, wykracza poza nie. Rzeczywistość zawarta w „zapisach ze złego roku” oscyluje i miesza się pomiędzy „suchą” rzeczywistością dzieła naukowego z „płynną” opisową i działającą na wyobraźnię czytelnika narracją literacką. Daje nam tym sposobem ciekawy koktajl do wypicia. Czy będzie nam smakował, to zależy już wyłącznie od nas, smak jednak na pewno będzie innowacyjny.

 

Podziel się tym